Przemyślenia

Skutki uboczne 3 miesiące po zakończeniu chemioterapii

Joanna Snopek · · aktualizacja:

Skutki uboczne 3 miesiące po zakończeniu chemioterapii

Jeśli myślisz, że wraz z końcem chemioterapii kończą się też skutki uboczne – to jesteś w błędzie. Z perspektywy 3 miesięcy tamtą Aśkę z końca sierpnia zabiłabym śmiechem.

Nie chodzi o to, że jestem życiowo naiwna i lubię się oszukiwać. Ja po prostu chcę każdy etap zamknąć szybko i iść dalej. Nie do końca jest to jednak wykonalne. Dlaczego?

Odległe powikłania i skutki uboczne chemioterapii R-CHOP

Wiedziałam, że istnieje coś takiego, jak odległe powikłania chemioterapii, do których zaliczyć można uszkodzenia serca, wątroby i nerek, ryzyko niepłodności, osteoporozę, czy problemy z układem nerwowym.

Nie do końca zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że gadka o „dwuletniej regeneracji po chemii” ma w sobie aż tak dużo sensu. Ale po kolei.

Badania do wykonania po chemioterapii R-CHOP

Po skończonej chemii dostałam listę lekarzy do odwiedzenia i badań do wykonania. Panel tarczycowy, próby wątrobowe i pełna kontrola kardiologiczna.

Gdyby coś tam wyszło nie tak, no to wtedy miał być endokrynolog, ginekolog, dietetyk i reszta, jaka miałaby być ewentualnie potrzebna.

Wątrobę mam całkiem zdrową, tarczyca zmieściła się w dole normy, a u kardiologa wyszło mi niezwykle lekkie niedomykanie zastawek, ale ciężko stwierdzić, czy jest to wynik leczenia, czy wada wrodzona (około 30% populacji ma to samo – wynikające tylko z budowy serca, żadne ekscesy).

Czy to standardowe badania po R-CHOP? Szczerze to nie wiem i niewiele mnie to interesuje – najważniejsze, że okazało się, że moje ciało nie zostało kompletnie zdewastowane całą tą „przygodą”.

Ja i moje skutki uboczne 3 miesiące po zakończeniu R-CHOP

Chemobrain wciąż trwa i szczerze go nienawidzę (o czym możecie przeczytać we wpisie o skutkach ubocznych chemioterapii). Może nie jest już tak, jak w trakcie chemii, kiedy potrafiłam kompletnie wyłączyć się na parkingu koło Lidla i szłam do sklepu beztrosko jak jakaś 5-letnia Zosia, która ma gdzieś to, czy ktoś z którejś strony nadjeżdża, czy nie – ale nadal potrafię mówić i się zaciąć, bo chciałam użyć słowa, które nagle wyleciało mi z głowy albo iść po coś i stanąć, np. w kuchni, zastanawiając się, po co ja tam w ogóle szłam.

No mam nadzieję, że to jakoś minie, bo jak nie, to określenie „stara dusza” zamieni się u mnie na „młoda z demencją”.

A co odczuwam oprócz tego?

  • zmęczenie z dupy – inaczej tego nie nazwę. Mogę obudzić się wyspana, wstać z łóżka i poczuć całkowity zjazd energetyczny (czasem połączony z szybkim spadkiem nastroju). Trafia mi się to randomowo, w dzikich godzinach, z różną (nieregularną) częstotliwością. Czuję się przez to… wybrakowana. Dawnej Aśki momentami już po prostu nie ma. I to nie dlatego, że się zmieniłam – ale przez to, że są chwilę, kiedy mnie rozjeżdża. Jednym słowem – źle mi to robi na głowę
  • wahania nastroju – czasem solo, czasem ze zmęczeniem, także o różnym nasileniu. Rzadko ekstremalne, ale miałam ostatnio dzień, w którym czułam się tak cholernie źle, że pomogło mi dopiero to, że się rozpłakałam (a w nagrodę pojechałam sobie po Pepsi Zero, żeby chociaż w ten sposób ukoić swój ból)
  • dziwne bóle – różne miejsca w ciele. Kłuje, boli, coś się odzywa – nie tylko w okolicy guza (od czego dostaję paranoi) i w miejscu łączenia jelit (tu zaczęłam je czuć niedawno, głównie na zmianę pogody i momentami mam wrażenie, że zwariuję – bo ni to ból, ni dyskomfort)
  • dzikie skurcze – głównie w nogach. Ostatnio dosłownie ugięły się pode mną, kiedy wychodziłam z samochodu
  • mrowienie w dłoniach i stopach - co może świadczyć o uszkodzeniach układu nerwowego
  • problemy hormonalne – tarczycę mam w normie, ale posterydowy/kortyzolowy brzuch to moja zmora. Dobrze, że jest zima – może go jakoś zlikwiduję do wiosny (a przynajmniej taki jest plan)
  • świąd skóry - swędzi, piecze, spod prysznica wychodzę bordowa, więc relaksujące polewanie się wodą, które lubię – na razie odpada. Ciężko ja też czymkolwiek nawilżyć – jest ekstremalnie sucha, na szyi i dekolcie mam nieregularne wysuszone placki
  • wariujący apetyt – w kontekście „wilczy”. Są dni, że tak ekstremalnie ciągnie mnie do słodkiego, że mam ochotę płakać, jak pomyślę o czekoladzie
  • menopauza – zaczęła się dopiero na końcu, przy ostatnim wlewie i sprawiała, że miałam ochotę walić głową w ścianę. Uderzenia gorąca były wręcz dramatyczne. Adam się śmiał, że jak się wprawię teraz, to w przyszłości będę miała łatwiej. Mnie było miło, że jednak uważa, że dożyję takiego wieku, że dostanę jej „po Bożemu”.

Co ze mną z tego wszystkiego zostanie? Mam nadzieję, że jak najmniej. Boję się jednak, że ból flaków, świąd blizny i dyskomfort od klipsów chirurgicznych będą towarzyszyć mi już zawsze. Znam wielu ludzi, których na zmianę pogody boli złamana kiedyś ręka albo miejsce po operacji.

Moje jelita 3 miesiące po chemii

Życie po hemikolektomii prawostronnej jest, jakie jest. Mój szybki pasaż mógłby być materiałem na stand up albo thriller psychologiczny, zależnie od dnia.

Ciężko mi więc pisać o jelitach po chemii, skoro ja jestem trochę specyficznym przypadkiem.

Jak bardzo? Wyobraźcie sobie, jak skomplikowane może być życie, kiedy okazuje się, że nawet godzinny trening na rowerku stacjonarnym trwa 1.5h, bo 2 razy muszę złazić i iść do toalety. Tak działa na mnie ruch. Na razie mogę się tylko wkurwiać i czekać, czy coś się zmieni, unormuje, etc.

Czasem chciałabym po prostu wyjść z siebie i trzasnąć drzwiami. Tylko szkoda, że i tak odchodziłabym wtedy w stronę zachodzącego Słońca, rozglądając się, gdzie stoi najbliższy TOI TOI.

Podobne wpisy