Czy rok po chemii odczuwam jeszcze jej skutki?

Rok po chemii. Według tomografii jestem w remisji, według logiki – moje ciało jest w rozsypce, a według głowy – zastanawiam się, dlaczego (skoro wszystko jest dobrze), to mam czasem wrażenie, że czuję kłucie dokładnie w miejscu wyciętego guza. Co jest niemożliwe, bo już go tam nie ma, na skanach jest czysto, a łączenie flaków wypadło mi w całkowicie innym miejscu.
Angela White czy Dolly Parton?
Jak żyję już prawie 35 lat, to naprawdę nigdy nie wpadłabym na to, że KIEDYKOLWIEK mój biust będzie powodem jakiejkolwiek publicznej debaty. Ale hormony po chemii długo lubią sobie żyć własnym życiem i przytrafiło mi się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała – a mianowicie: urosły mi cycki.
Jak wiadomo, nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego – w związku z tym ja upycham z frustracją moje „nowe walory” do biustonoszy, a druga część zespołu nie narzeka, że sytuacja mnie… przerosła.
Czy spadną? Tu jest fifty-fifty. Ja tam bym wolała, żeby trochę poszły w dół, bo nie wiem, czy wymieniać biustonosze, czy czekać. A tak to żyję w zawieszeniu i przypomniałam sobie, jak to w ogóle jest mieć biust. Co nie zawsze jest miłe, bo naładowany wodą naprawdę mnie boli. Dlaczego? Bo mam po chemii „wypalone” węzły chłonne pod pachami, więc często czuję dyskomfort i czasem nawet zwykłe ruszanie rękami jest związane z ciągłym bólem.
Ale wróćmy do tematu, bo dopiero tutaj jest miejsce na anegdotkę: w lecie mój biust wyglądał już jak wyglądał, a że było ciepło i dostałam zaproszenie na kawę, to stwierdziłam, że skoro mam siedzieć między babami, które i tak się odjebią na maksa, to w miarę możliwości – zrobię to samo. No i się okazało, że opięta kiecka na ramiączkach kupiona na Vinted za zawrotne 15 zeta może zrobić taką robotę, jakbym się pokazała na nowojorskim tygodniu mody w stylizacji, która zachwyciła pół branży.
A wszystko przez to, że nikomu się nigdy nie kojarzyłam z cyckami.
Co ciekawe, dotyczy to też cudzych mężów, bo ci też jakoś nagle… zaczęli mnie zauważać.
Czuję się więc jak Angela White, Pamela Anderson czy tam inna Dolly Parton, choć obiektywnie rzecz biorąc – mimo, że mam większy biust, to on naprawdę nie jest aż tak ogromny, jak przedstawia się to w oczach postronnych obserwatorów, dla których (widocznie) nigdy nie byłam kobieca.
To tak, jak z tą koleżanką Meg w Family Guy'u. Tą rudą Patty. Jak ją Brian zobaczył bez ubrania, to nie mógł uwierzyć w to, co widzi. No, to ze mną było tak samo. Też się, poniekąd, musiałam rozebrać.

Skutki rok po chemioterapii
Najmniej przyjemne „skutki” po chemioterapii to dla mnie częste wizyty kontrolne i wszystkie te badania, których mam serdecznie dość, bo nie lubię tego siedzenia, czekania i marnowania czasu. Wiem, dlaczego to robię i doceniam, że się mną kompleksowo zajmują, ale mam prawo się tym wkurwiać. Po prostu.
Poza tym – największe skutki to ja i tak odczuwam… ale braku flaków. Te nazwałam największymi nie najmniej przyjemnymi – bo z nimi żyję cały czas, a nie muszę się z nimi pierdolić co kilka tygodni.
Bo co do reszty…
Patrząc na inne laski po raku, to mam bardzo krótkie włosy
Wiele dziewczyn rok po ostatnim goleniu głowy jest absolutnie kudłatych. Ja u fryzjera byłam 2 razy, po prostu opanować lekko bałagan na głowie i jak na siebie patrzę, to nie ma chuja, żebym w ciągu 2 lat miała zapuszczone włosy, bo w tym tempie w przyszłym roku na Boże Narodzenie, to będę miała jakiegoś raczej niewydarzonego boba, który wciąż będzie „wycieniowany” niezależnie od tego, czy będę miała na to ochotę, czy nie.
Marzę o tym, żeby zrobić sobie sleek bun'a albo chociaż, że będę mogła spiąć moje kłaki spinką w taki sprytny sposób, żeby udawać, że są one dłuższe niż w rzeczywistości.
Ale na razie to się na to jeszcze nie zanosi.
Tymczasem obserwuję dziewczyny, które z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów, oszpecają się, ścinając włosy na modne teraz bixie. Jak, do cholery, można mieć piękne włosy i chcieć zrobić z siebie Włóczykija? Nie ogarnę tego, choćbym chciała, bo widziałam już wiele takich „metamorfoz” na socjalach i zawsze mam wrażenie, że jest gorzej. Rozumiem chcieć mieć długie włosy i rozumiem chcieć mieć krótkie, ale nie pojmuje, jak można DOBROWOLNIE robić sobie brzydkie.
Tarczycę mam chyba rozjebaną
Ale to się dopiero dowiem, bo mam niedługo USG, no a potem się zobaczy, czy trzeba będzie robić jeszcze jakieś inne badania.
Celiakia moja i cukrzyca w rodzinie to piękne przykłady chorób autoimmunologicznych, a dodając do tego Hashimoto siostry i mojego brata, który nie ma już tarczycy, to nawet jakby coś i u mnie było – to się może i wkurwię, ale nie zdziwię.
Smutna dygresja nie na temat
Tak, mój brat 5 lat temu miał nowotwór tarczycy. Wycinali mu ją wtedy na dwie tury. Ile żeśmy się wtedy z Adamem królewicza owozili do Gliwic, to nie zliczę. Jakoś dziwnym trafem on, choć miewał w pracy wolne dni, kiedy miałam wlewy – nigdy nie pomyślał o tym, żeby zapytać, czy zawieźć mnie na chemię chociaż w jedną stronę.
No, ale cóż.
Można się wielu rzeczy przy raku nauczyć. Ja się nauczyłam, na przykład, ograniczonej empatii do kolejnych tragedii, które mogą nastąpić kiedyś w mojej rodzinie. Że źle to brzmi? Otóż… ja ogólnie na życie byłam zawsze people pleaserem, na czym wychodziłam zajebiście źle. Rak mnie trochę obudził. Niemiłe jest to uczucie, ale musiałam sobie uświadomić, że wszyscy oczekują, że ich zbawię – dam im uwagę, czas, czy pomoc, kiedy potrzebują – a ja tak strasznie pragnęłam rodzinnej miłości i akceptacji, że poświęcałam siebie, byleby nie wyjść poza ich schemat. A i tak nikogo nigdy nie zadowoliłam, a sobie zrobiłam wielką krzywdę.
Żałosna ja.
Ogólnie przy Młodym wszyscy byli przerażeni i zaangażowani, każdemu się wydawało, że jest taki strasznie chory i trzeba mu nieba przychylić. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że kilka lat później będę mogła na to powiedzieć: „Potrzymajcie mi whisky, bo piwa nie mogę, cholerstwo ma gluten”. Nie myślałam też, że wszyscy stwierdzą, że ja przecież poradzę sobie bez niczyjej pomocy, skoro zawsze robię wszystko sama.
Śmieszne jest to, że ludzie doprowadzają cię do stanu, w którym wiesz, że możesz liczyć tylko na siebie, a potem jest to dla nich tak oczywiste i wygodne, że nawet jak potrzebujesz wsparcia i mogliby je zaoferować – to i tak obchodzą cię szerokim łukiem.
Czy mnie to boli?
Boli. Bo wtedy było wożenie, sprzątanie, gotowanie, opiekowanie. Za mnie się modlili, bo resztę miał ogarniać Adam.
Więc jeśli ktoś chory opowiada o zaangażowanej rodzinie, która pomagała, przywoziła obiady, myła okna czy grała w planszówki, to wiedzcie, że nie każdy nowotwór to INTEGRACJA, WSPÓLNOTA i WSPARCIE. Ale, jak znam życie, gdybym to powiedziała odpowiednim osobom głośno, to prawdopodobnie bym się dowiedziała, że to moja wina, a to wcale nie załatwiłoby sprawy, tylko na nowo otworzyłoby ten toksyczny, już dobrze mi znany, schemat. W związku z tym postanowiłam położyć na to lachę, żeby sobie nie dokładać niepotrzebnie nerwów sytuacją, która do niczego nie doprowadzi. Bo podobno, żeby zmienić żarówkę, to ta żarówka też musi chcieć się zmienić.
Najważniejsze, że ja pamiętam wszystko. Bo może miałam i chemobrain, ale nie miałam lobotomii.
Tak samo jak pamiętam całe moje życie. Tylko – w przeciwnieństwie do niektórych – nie lubię w kłótniach wypominać, że coś kiedyś komuś/dla kogoś zrobiłam. Ale „jedne ludzie lubią, inne nie lubią” – i są tacy, że ktoś potem ma to za moją słabość, którą chce wykorzystać. Bo jakoś ja w rodzinie nie uprawiałam nigdy tego typu manipulacji, mino tego, że często uprawiano ją na mnie.
Ale wracając jeszcze na chwilę – prawem prawdopodobieństwa myślałam, że skoro mój brat dostał taką niespodziankę, to na nasze rodzeństwo sprawa jest już załatwiona. A jednak swój prezent dostałam i ja. Aż zaczęłam nabijać się z siostry: „BĘDZIESZ NASTĘPNA”. Podłe? Ja się śmiałam, ona mniej – ale przez grzeczność coś tam poheheszkowała pod nosem, bo byłam łysa, wychudła i chyba stwierdziła, że nie pasuje „reagować ryjem” na moje poczucie humoru.
Reszta dolegliwości rok po chemii
Więc podsumowując:
- jeszcze o tarczycy nie wiadomo, ale mogę powiedzieć, że hormony ogólnie mam wciąż rozpieprzone. Ten mój biust, wahania wagi i inne rzeczy to po prostu realne tego przykłady. Wierzcie na słowo, nie będę wam tutaj opisywać moich miesiączek, żebyście na pewno wszystko dokładnie załapali.
- zmęczenie przychodzi z dupy (czy to do tych hormonów podciągać?).
- a przeróżnych rodzajów bólów wszelkich to już nawet nie wymieniam, bo bym się ich nie doliczyła.
A najgorsze jest to, że już nigdy tak naprawdę się nie dowiem, ile z tych moich dolegliwości, dziwnych większych i mniejszych boleści, czy zmęczenia – to wynik wieku i normalnego starzenia, a ile zostało mi po raku.
Pytanie na koniec do Was
A mianowicie: niech mi ktoś wytłumaczy, jak można stać się tak wypalonym, że wydaje ci się, że w środku jesteś kompletnie pusty, a jeśli cokolwiek tam zostało – to chyba już tylko cynizm.
Bo ja w sumie nie do końca wiem, jak to możliwe, a jednak od kilku miesięcy – właśnie tak funkcjonuję.



