Przemyślenia

Czy włosy zmieniają się po chemioterapii?

Joanna Snopek ·

Czy włosy zmieniają się po chemioterapii

29 października. O ile dobrze pamiętam, to 30-go zeszłego roku ostatni raz goliłam głowę, bo jeszcze mi się wydawało, że mam bardziej takie gęstsze i rzadsze kępki niż regularne włosy.

Rok po tym mogę stwierdzić, że: odrastają tak wolno, że czasem mnie to wręcz osłabia, a dwa – że są identyczne jak były przed chemią.

Ta sama struktura, teraz już ten sam delikatny falujący skręt, który jest atutem przy układaniu, ale powoduje wielkie nieszczęście, gdy wilgotność wzrasta (czyli, na przykład, teraz, jesienią). Siwych trochę mam i lekko je widać, bo kolor jest ciemniejszy (ale ponoć włosy ciemnieją z wiekiem, więc tego bym z chemią też nie wiązała).

Na początku, jak odrastały, były twarde, starczące, miały jakiś dziki skręt i trudno było je opanować. Ale w sumie to trwało tylko do pierwszej wizyty u fryzjera. Potem zaczęły przypominać to, co zawsze miałam na głowie.

Teraz generalnie jestem w fazie, której nie lubię, bo choć bardzo długo miałam w swoim życiu krótkie włosy, to prawda jest taka, że uważam kobiety z krótkimi włosami i w okularach – za skrajnie nieatrakcyjne. Bez urazy dla nikogo, jadę tu głównie po sobie. Niby wyglądam dobrze, jest okay, przypominam już istotę ludzką, a nie glistę – ale to nie jest to, co lubię. Bo ja lubię mieć związane włosy. I tak wraz z moją ślepotą chodzimy sobie głównie w okularach, rzadko w soczewkach, więc po prostu wybieram to, w czym lepiej się czuję.

Czyli przy moich denerwujących mnie włosach – po prostu: MNIEJSZE ZŁO.

Jeśli komuś po chemii włosy się zmieniły – no to chętnie poznam tę pasjonującą historię. Moje zmianie nie uległy. Trochę szkoda, bo liczyłam, że będą fajniejsze.

Ale jak się nie ma, co się lubi, to się modli, żeby szybko rosły.

I zanim ktoś się zacznie mądrzyć, że coś tam – to z moją dietą, to ja powinnam być jak Roszpunka. Paznokcie rosną mi tak, że ich obcinanie jest częstym i przykrym obowiązkiem, a są tak twarde, że mogłabym nimi zabijać. A włosy mają w dupie, one postanowiły być leniwe i doskonale im to wychodzi.

Co się więc stanie z włosami po Twojej chemii, jeśli jakąś przechodzisz? Cholera wie. Spodziewaj się niespodziewanego, bo Twój organizm może wrócić do punktu wyjścia albo zrobić cos kompletnie innego. Nie przewidzisz i tyle.

Moja rada? Przygotuj się na najgorsze, zawsze to się wtedy mniej rozczarujesz.

A jak tam życie?

O tym, to mi się nawet gadać nie chce.

„Zawsze mnie dziwiło, że akurat ty nic nie osiągnęłaś” – usłyszałam od pewnej osoby jakiś czas temu.

W sumie – to mnie też to dziwi, choć znalazłam i zobaczyłam już mechanizmy, które mnie do tego przywiodły.

Obrażać się o to zdanie nie obrażam, bo ono obiektywnie jest w sumie prawdą.

Czy mam do niego jakąś puentę?

A no tylko taką, że powiedziała mi to osoba, która całą swoją pozycję życiową zawdzięcza dupie, bo perspektywicznie materialnie wyszła za mąż. Czy to stwierdzenie ją obraża? Podejrzewam, że chyba nie, skoro na każdym możliwym kroku podkreśla swój wyższy niż przeciętny status.

Kto tu jest więc większym przegrywem?

Pragmatycznie rzecz ujmując – ja, bo w praktyce – fajnie jest mieć kasiastego męża.

Ale skoro nawet flaków nie można być pewnym, że zostaną ci w brzuchu do końca życia, to prawdopodobnie (nawet nikomu źle nie życząc) chłopa jako sponsora do śmierci – tym bardziej.

Podobne wpisy