Strzała czasu

Każdy, kto mnie zna, mówi że niczym się nie przejmuję i idę przez życie jak taran. Cóż, gdyby faktycznie tak było, na pewno byłabym już w swoim życiu dalej. Tymczasem tym, co umiem najlepiej – to być swoim największym wrogiem. Wierzcie mi – z sabotowania siebie samej mam doktorat.
Ale z innej beczki – strzała czasu nieustannie kroczy do przodu. Nie trzeba nawet żadnych tragedii, to po prostu życie nas zmienia. Dlaczego więc są ludzie, którzy twierdzą, że akurat ja jestem taka sama jak 20 lat temu? Widocznie wszystkim Ziemia kręci się wokół Słońca, a moja stoi w miejscu.
Ostatnio miałam okazję spotkać się z kimś, kogo nie widziałam od liceum. Osoba ta buduje dom, dorobiła się rodziny i tak dalej. Usilnie próbowała mi jednak wmówić, że ja jestem taka sama jak 15 lat temu. A że są ludzie, którym widzisz, że nie wbijesz do ich pustego łba absolutnie nic – no to się nie odzywasz. Więc ja też w głowie machnęłam na to ręką. Skoro gołym okiem widać, że jej życie uległo zmianie, to dlaczego moje nie mogło? Ja dalej chodzę do ogólniaka i piszę ściągi na fizykę? No widocznie, kurwa, tak.
Nie wiem, co ja w sobie mam takiego, że ludzie wrzucają mnie za wzór tam, gdzie trzeba komuś udowodnić, że ktoś jest głupi całe życie. Otóż, Państwo Drodzy, generalnie każdy człowiek ma w sobie duży pierwiastek głupoty. Głupi się rodzimy i głupi umrzemy, choć czasem nabieramy zaskakująco dużo życiowego doświadczenia.
No bo tak to jest. Każdy z nas zmieni się jakoś na przestrzeni lat, ale generalnie i tak głupi umrze. Bo najnormalniej w świecie braknie nam czasu na to, żeby pozjadać wszystkie rozumy.
Szkoła pieczenia
Uwaga, trzymajcie się foteli. Zaczęłam piec. Bezglutenowo, oczywiście. Ale z cukrem czy tam miodem, bo jak czuję w czymś erytrol, to mi się rzygać chce. Podziwiam tych wszystkich keto zjebów, którzy robią na tym desery. Którą część języka musieliście wyciąć, że wam to nie przeszkadza? Z ciekawości pytam, no offence.
No i jak tak już zaczęłam piec, to mam jeden problem – kto mi to wszystko będzie zjadał. Bo ja upiekę, skosztuję kawałek i już jestem odbyta. Mam ochotę zrobić coś nowego i próbować kolejnego smaku. Sam proces tworzenia to moje spełnienie.
A co do keto zjebów – nic nie mam do tej diety, sama jestem na low carb, a Adam na keto. I jak gotuję, to gotuję tak, żebyśmy oboje byli usatysfakcjonowani. Ale po prostu serio nie rozumiem, jak można nazywać erytrol zamiennikiem cukru. A wiem, co mówię, bo też próbowałam go używać, nawet robiłam na nim biszkopty. Ale gdzieś mi tam zawsze siedzi ten „zimny” posmak na końcu języka i doprowadza mnie do pasji. A już o dodaniu go do zbalansowania smaku kwaśnych pomidorów to nie wspomnę. No nie da się i już.
Więc zanim ktoś dostanie piany, to powiem tak: „Nie fikaj do mnie, bo mam raka”. A tak na poważnie – mamy prawo się różnić. To fajne. Pod warunkiem, że nie skaczemy sobie do gardeł. Więc ja erytrolu nie pojmuję i nie będę go używać, choć czasem jakiś proteinowy baton na słodzikach przetrącę, jak jestem umierająca, a nic innego ze stacji nie wezmę. Poza tym mam jeszcze technicznie twardą wymówkę – moje flaki średnio tolerują poliole, a po cukrze, miodzie czy daktylach – po prostu nic mi się nie dzieje.
Nie zmienia to faktu, że nabijać się z tego będę. Bo mogę. I to nie dlatego, że wpierdala mnie chłoniak, ale przez to, że uważam, że śmiać się można ze wszystkiego. Z tych rzeczy, o których teraz myślicie, że nie wolno i że się nie powinno – to też.
I na koniec sytuacja z życia wzięta. No muszę się nią podzielić. Wczoraj zrobiłam sobie zamówienie z Rossmanna. Ostatnio dorzucają do środka gratisy. Takie jakieś pierdoły niewielkie. Wiecie, co mi się trafiło? Szczotka do włosów. Już w domu, jak to rozpakowywałam, to sobie uświadomiłam, dlaczego ta baba ze sklepu patrzyła na mnie z taką INNĄ paniką w oczach. Mam dziwne wrażenie, że to ona kompletowała to zamówienie. Bo wyglądała tak, jakby siłą woli chciała z mojego worka tą szczotkę do włosów wyjąć.
Życie pokazało, że jednak nie opanowała telekinezy.



