Przemyślenia

Realna wartość 60%

Joanna Snopek ·

Realna wartość 60%

Jestem w remisji. Teraz, dzisiaj, we wtorek po 22. Zdrowa na 60%, bo u 40 chłoniak wraca. Jak się wróci do roku – to gorzej, bo bardziej zajadły. Jak po roku – to lepiej. Jestem w badaniach klinicznych, więc co 2 miesiące będę oddawać krew na krążące DNA. Więc jakby się wróciło, to będę wiedzieć dużo wcześniej niż inni pacjenci, więc generalnie to jestem w bardzo dobrej sytuacji i powinnam się cieszyć.

No, ale na razie do końca roku to i tak w sumie jeszcze powinnam się zachowywać jak baba z rakiem, bo mam obniżone wszelkie odpornościowe.

Jak usłyszałam diagnozę, to poczułam… Absolutne nic. A zamiast ulgi pomyślałam, że co to była za strata czasu, cały ten rak. Tyle miesięcy w dupę, a jeszcze muszę nauczyć się żyć ze świadomością, że siedzę na minie.

Szczerze mówiąc, nie do końca potrafię się do tego ustosunkować. Mogę stać pod prysznicem, opierać czoło o płytki i pozwalać gorącej wodzie spływać po plecach, nabijając rachunek. Ale głowy mi to i tak nie oczyści.

Jeszcze tego po prostu nie rozkminiłam.

I jeszcze nie nauczyłam się spychać głupich myśli na tył świadomości. Bo na razie momentami bywa paranoicznie. Szczególnie jak coś mnie w jakimś dziwnym miejscu zakłuje czy zaboli. Bo wtedy moja wybujała wyobraźnia podpowiada mi prawdziwe cuda.

Czym jest badanie krążącego DNA?

Więc tak… Chłoniak jest zabity metabolicznie. Wytruli, co było. A krążące DNA to badanie, które z krwi wyłapuje wznowy na bardzo wczesnym etapie, zanim w ogóle pacjent pomyśli o objawach.

Generalnie nie czuję się przez chorowanie w jakikolwiek sposób odmieniona. Nie spłynęło na mnie żadne oświecenie czy boska iluminacja, a życie wkurwia mnie tak, jak kiedyś. Więc albo ja jestem jakaś wybrakowana i nie przeszłam spektakularnej wewnętrznej metamorfozy, albo to takie pierdolenie jak z tym, że możesz wszystko, jak w siebie uwierzysz.

Wiem tylko jedno – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A ja siedziałam już w ciągu tego roku na różnych krzesłach – i z każdego widziałam świat inaczej. Byłam słaba – i chciałam odzyskać siły. Patrzyłam na trumnę – więc chciałam żyć. A teraz na powrót jestem wściekła, bo wróciłam do trochę rozpieprzonego życia, w którym nie do końca umiem się odnaleźć.

Już nie chora, ale nie zdrowa. Zawieszona.

Dryfuję i nie wiem, jak to ogarnąć. A coś zrobić muszę.

Tymczasem… Teraz cała kupa badań, a w grudniu, przed świętami, kolejna kontrola. I już się zastanawiam, czy coś na niej wyjdzie.

Nazwałabym się teraz – otwartą na wszystko, ale zamkniętą na pewne rzeczy. I to zamkniętą, bo mam już, niestety, pewne ograniczenia, o których w zeszłym roku nawet bym pewnie nie pomyślała.

Podobne wpisy