Przemyślenia

Ja vs zespół wyczerpania nowotworowego

Joanna Snopek ·

Ja vs zespół wyczerpania nowotworowego

Cały ten rak zaczął mnie już zwyczajnie nudzić. Żyję od chemii do chemii, czyli najpierw zdycham, a potem czekam, aż będę zdychać. 

W tym tygodniu lepiej, więcej energii. Więc staram się ruszać, ile mogę, jeść, ile tylko wchodzi i spać, jeśli organizm mi na to pozwala. To chyba tryb przetrwania. Jak żołnierz na wojnie, któremu mówią, żeby spał w każdej wolnej chwili, bo potem może być z tym problem.  

Największym plusem łysej głowy jest to, że wokół jest mniej kłaków, więc rzadziej trzeba odkurzać. Największym minusem braku włosów jest natomiast… Brak włosów. 

Fajnie postraszyć stare baby w Lidlu, ale generalnie już mi się to znudziło. A nawet gorzej – chyba mi to wręcz spowszedniało. Nie ekscytuję się wychodzeniem z domu, w okolicy też opatrzyłam się już wszystkim w tych sklepach, do których regularnie chodzę. 

Więc fun się skończył, bo przecież nie będę czaić się między półkami jak wampir, i znienacka wyskakiwać na ludzi. 

Działania niepożądane terapii onkologicznych

Jest coś takiego jak zespół wyczerpania nowotworowego. Może dotyczyć zarówno rzeczy związanych z fizycznością, jak i z głową. I chyba to mam. 

Akurat strona fizyczna to najmniejszy problem. Jest upierdliwa, fakt. Ale po tym, jaka byłam rozjechana po operacji i jak strasznie cierpiałam przed, to nawet tydzień fizycznego osłabienia albo dzień, kiedy nie wstaję z łóżka – są jakoś do przeżycia. 

Natomiast to, co w głowie – łoo, panie, od tego się nie da uciec. A najbardziej popieprzone jest to, że to nie z chorobą mam problem. Raczej z brakiem sensu w życiu. Kurwa, uwielbiam, jak mi się nawarstwi więcej rzeczy, niż tylko jeden syf do ogarnięcia. 

Gdzieś widziałam taki gładki termin – “uczucie wyczerpania”. Piękne sformuowanie, tak się właśnie czuję. Wyczerpana z całej życiowej energii, po prostu wyssana ze wszystkiego. 

Bezsenność i zaburzenia snu w chorobie nowotworowej

Do całej tej karuzeli spierdolenia w mojej głowie i ogólnego syfu życiowego dochodzi jeszcze bezsenność z raka. Trochę od myśli, trochę od chemii i tego wszystkiego, co zostało rozregulowane. 

Więc nawet, jeśli nie chcę być wkurwiona, to i tak zazwyczaj na maksa jestem, bo drażliwość z niewyspania jest u mnie prawie tak duża jak drażliwość z głodu (a ja głodna wręcz nie nadaję się do życia). 

Litrami piję rumianek, więc powinnam już być oazą spokoju, ale nie jestem. Gdyby ktoś dał mi do ręki kij bejsbolowy, to pewnie miałabym problem się nim zamachnąć, ale na tyle, na ile bym mogła, waliłabym nim we wszystko wokół (w niektórych ludzi też). 

Jedyny pozytyw na koniec

Jedna pozytywna rzecz na koniec – przepuściłam przez moje flaki już chyba każdy rodzaj pokarmu oprócz grzybów. W tym tygodniu planuję jednak klopsa wołowego z pieczarkami, więc powinnam dokonać ostatniego testu. 

Był boczek, kiszona kapusta, nawet frytki. Niestety, cukier też. Ale miałam chandrę, tyle mam na swoje usprawiedliwienie. Grycan czekoladowy wchodził jak złoto. 500 ml na raz, bo takiego loda nie je się na raty, no nie bądźmy niemądrzy. Kubełek na ból dupy musi być do oporu (dlatego poprawiałam to Snickersem). Byle nie miało glutenu. 

A co do reszty – nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Mam jednak nadzieję, że nie przebiję się w dół do następnego dna, tylko niedługo zacznę już piąć się do góry.

Podobne wpisy