Chipsy ze słoniny

Byliście kiedyś w mięsnym albo na świniobiciu? Jak nie ogolę łba, to mam na głowie szczecinę jak na kiepsko oskrobanej słoninie. A najlepsze jest to, że niedługo na teksty „Ale przecież nosiłaś już krótkie włosy”, będę walić w mordę. Z pięści. A uprzedzam, że mam teraz maksymalnie kościste dłonie.
Zczajcie różnicę, barany, że mieć krótkie włosy, bo chce się mieć krótkie włosy, to nie to samo, co tęsknić za długimi, jak ci wylazły ze łba od chemioterapii.
A ja lubię mieć dłuższe włosy. Lubię je wiązać. Lubię miksować je z wszystkimi moimi okularami, zależnie od ubrania i humoru.
Ale nie, ja przeżywam. Za bardzo. GŁUPOTĘ. Podczas, gdy ludzie mają PRAWDZIWE PROBLEMY.
A szczerze? Gówno mnie obchodzi, czy ktoś ma obie nogi i ręce. Ja nie mam włosów i bardzo mi ich brakuje.
Łysa głowa jest wygodna, a ja nie mam mordy jak szczeżuja, więc ogólnie mam luz. Wyglądam zajebiście. I to jest fakt. Może natura nie zrobiła ze mnie piękności, ale znam brzydsze kobiety.
Ale teraz dobrze to ja wyglądam co najwyżej w lookach na sado-maso. I nie zrozumcie mnie źle, lubię ubrać na siebie 3 rozmiary za dużą ramoneskę z butami na motor. Coś z tej metalówy we mnie jednak zostało. Mimo tego tęsknię do tej Aśki jeszcze ze stycznia. Tej, do której mówiłam w lustrze, że się jej udało, bo ma 33 lata, a wygląda lepiej, niż 15 lat wcześniej.
Już pomijam fakt, że kto nigdy nie zapuszczał włosów od krótkich do długich, to się nie powinien nawet zdaniem na ten temat odzywać.
Parę słów o chipsach ze słoniny
Ale żeby nie było tylko tak agresywnie – co wynika ze sterydu, no wiadomo, to ta niedogolona skóra na świni skłoniła mnie do rozmyślań o chipsach ze słoniny.
Jedliście to cudo? Ja znam dwie opcje – z Budapesztu i z domu. W Budapeszcie się rozczarowałam, bo skórka miała ekstra konsystencję i… zero soli. Serio. Żreć niesłone to gorzej, niż jeść przesolone. Aż szkoda mi było tej biednej kudłatej mangalicy, że ją tak ciężko sprofanowali.
Generalnie jestem olbrzymią wielbicielką skwarków. Przy mnie nie da się wytapiać słoninki albo boczku, bo trzeba mi związać ręce za plecami. A w rodzinnym domu się słoniny używało, więc znam ją doskonale i widziałam ją z każdej strony.
I uwierzcie mi, że taka skórka pokrojona na paseczki, która spędzi odpowiednią ilość czasu smażąc się w tłuszczu i jest POSOLONA – no to to jest mistrzostwo świata. Jak się nie brzydzicie, to polecam. Teraz to się nazywa fancy keto przekąską, a jakbym powiedziała za dzieciaka w szkole, że coś takiego zjadłam, to reszta gawiedzi chyba zabiłaby mnie śmiechem.
Stek też najlepszy przerośnięty. Polędwica jest wspaniała, wykwintna i ogólnie ją uwielbiam. Ale jak mogę dostać mięso z innej części, z której będą mogła odkroić sobie kawał tłuszczyku – to jestem po prostu w siódmym niebie.
I generalnie to tak – kto chce NIE JEŚĆ mięsa – niech nie je. Ja tymczasem mam przed sobą jeszcze niejedną krowę do opierdolenia.



